
|
Wędrująca chata ARCHITEKTURA PODHALA. Pod zboczem Nosala Po ośnieżonej ścieżce wijącej się wzdłuż zamarzniętego częściowo potoku Bystra dochodzę do drewnianego płotu chaty "Tea". Trochę odsunięta od drogi, stojąca w obszernym ogrodzie graniczącym z zachodnim zboczem Nosala, stara chałupa góralska nie rzuca się w oczy turystów spieszących boczną drogą do Kuźnic.Otoczenie "Tei" jest trochę nietypowe, ponieważ przy domu nie ma zabudowań gospodarskich, które są stałym elementem architektury Podhala. Po chwili czekania na podwórko przed domem wychodzi z zabykowej chałupy gaździna, która oprowadza po niej turystów, dogląda jej i sprząta.
Po zapłaceniu 2 zł od osoby gospodyni zaprasza do wnętrza. Wchodzę przez solidne, u góry zakończone łukiem drzwi do małej sieni. Ściany, podłoga i sufit są biało-spłowiałe od częstego mycia. Gaździna proponuje zwiedzenie białej izby (głównego pomieszczenia w góralskim domu). Drzwi do niej mają nie więcej niż 155 cm wysokości więc wszyscy goszczący w progach "Tei" musza się schylać. Do wnętrza izby przez uchylone drewniane okiennice wpadają strumienie słońca wschodzącego za gór. W końcie izby stoi wiekowy, pobielany piec, który ciągle jest jeszcze używany, drewniane łóżko z uszytym z worka pokrowcem siennka wypełnionym słomą, a ściany przyozdabiają obrazy Świętych malowane na szkle. Pod ścianą, w kącie swoje miejsce znalazła zabytkowa, malowana skrzynia drewniana, w której dawniej pannie młodej rodzice pakowali wiano.
![]() Gaździna opwiada, że chata ta pochodzi mniej więcej z połowy XIX wieku. Cała wykonana jest z drewna - deski podłogowe mocowane są drewnianymi kołkami, którez użytku dawno już wyparły gwoździe. Chatę zbudował góral Jan Gnybus, który mieszkał w Jaworzynie Spiskiej. Po ślubie przeniósł się do Olczy - Janosówki i tam wzniósł chałupę. Jednak trafiła mu się praca w Kuźnicach (na Podhalu panowało ogromne bezrobocie) i przewiózł z Olczy część swojej chaty (czarną izbę, sień i komorę) i ulokował pod Nosalem, nad brzegiem potoku Bystra. Dom belka po belce został na Olczy rozebrany, a najważniejsze elementy jego konstrukcji ponumerowane. Po przewiezieniu jego wszystkich elementów pod Nosal wprawni cieśle poskładali go spowrotem. Gnybus pracował najpierw w okolicznej hucie, a gdy praca się w niej skończyła, znalazł zatrudnienie w kuźni (w tych okolicach kwitł przemysł, m.in. wydobywczy, hutniczy - w tym też kuźnie i stąd nazwa Kuźnice). Jan Gnybus już pod Nosalem dobudował w 1872 r. białą izbę, po której oprowadza dzisiaj gaździna. - Jednak nie żyło mu się tu dobrze, bo niebawem na stokach Nosala zginął jego syn, a córka utonęła w wodach potoku Bystra- opowiada gospodyni. - Potem to strach było tu przyjść po zmroku, bo dusze dzieci błądziły po świecie i nachodziły swoją chałupę. Dopiero nowi właścicele księdza zawołali i on dom wyświęcił uwalniając duszyczki. W latach międzywojennych chatę kupił dr Stefan Szymański, lekarz z Warszawy. Przeznaczył ją na pomieszczenie służące do przechowywania kolekcji sztuki ludowej, której zbieranie rozpoczął już w 1905 r. Chałupę Jana Gnybusa nazwał "Tea", od imion swojej matki - Teodozja i Anna. - Doktor to był święty człowiek, z miejscowymi miał dobre układy. Zapraszał ich do siebie, nosił się po góralsku i bardzo dbał o swoją kolekcję - opwiada gaździna. Gdy w 1942 r. Stefan Szymański zmarł, chatę "Tea" odziedziczył jego brat Tadeusz i w 1951 r. zapisał ją Muzeum Tatrzańskiemu, które urządziło tu stałą wystawę zbiorów etnograficznych. Dozór nad kolekcją sprawowała żona Tadeusza - Janina Szymańska. Po jej śmierci zbiory (broń góralską - ciupagi, pistolety i strzelby, góralskie meble ze stylowymi rzeźbieniami, a także przedmioty domowego użytku związane z gospodarstwem domowym i pasterskim oraz obrazki malowane na szkle) zostały przeniesione do innych budynków muzeum, a w chacie pozostała dawna góralska gospodyni domu. ![]() - Teraz to jest straszna bieda, bo muzeum to tylko dutki ode mnie chce, a najchętniej to by tą chałupę i parcelę przejęli jaknajszybciej - żali sie gaździna. - Ja 21 lat doglądam i sprzątam. Jak tu przyszłam do pracy to dom cały był zapuszczony, bo pani Szymańska była schorowana i nie miała siły robić porządków. Początkowo gospodyni była przerażona zapuszczonym domem - za obrazów wiszących w czarnej izbie wymiatała po kilka koszy pająków. Deski wewnątrz domu były tak brudne, że nie było widać na nich słoi. - Woda po pierszym myciu była taka czarna i mentna, że kilka razy musiałam wiadra po niej czyścić - wspomina gaździna. - Teraz to by się przydała jakaś młoda myjocka, taka jakie co roku pracują w Chochołowie i Witowie, bo ja mam 62 roki i sił mi już brakuje. W ubiegłym roku jedna z jodeł rosnących w ogrodzie podczas halnego wywróciła się na dom uszkadzając część gontów pokrywających dach nad białą izbą. Dzięki zaradności gaździny, która sprzedała krowę i kupiła za uzyskane z niej pieniądze gonty chaty nie zalały deszcze. |
|